7 January 2010

Smutne dni.

Rutynowy rzut oka na fotoblogi znajomych i... szok totalny. Niepewność, zdenerwowanie, krzątanina. Tak to wszystko prawda. A przez chwilę wierzyłem jeszcze, że to tylko zwidzenie, nieporozumienie, że coś mi się ubzdurało, wszak nie dosypiam ostatnimi czasy.

Dnia 04.01.10 w poniedziałek zginął śmiercią tragiczną Artur Brykner.

Tego co kto przeżywa i co ja przeżyłem nie będę tutaj opisywał. Napiszę tylko, że Artur był dla mnie prawdziwym bohaterem mimo, że go w sumie nigdy nie poznałem osobiście to zawsze śmiałem się Marysi, że ożenię się z nią tylko dlatego żeby mieć takiego teścia... Zazdrościłem super taty, którego sam nigdy nie miałem. A gdybym miał szanse mieć to chciałem, żeby był takim facetem jak Artur.

Po studencie psychologii i socjologii można by się spodziewać rozbudowanej oceny i analizy tragicznej śmierci o której pisał Durkheim. Jednak nie czuje się upoważniony przez nikogo do jakiejkolwiek oceny czy to pod względem zimnych statystyk i badań czy konsekwencji. Pozwolę sobie jednak przytoczyć fragment korespondencji ze znajomą która zawsze z subtelną wrażliwością i precyzją opisuje świat i życie: 
"Mówią, że pan Bóg zsyła nam tylko tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć... A z drugiej strony... Miłość aż po grób? Kiedy zmarła babcia mojego męża, dziadek orzekł: "No to teraz już nie mam po co żyć!". Przyszło mu żyć jeszcze kilka dobrych lat z tym przeświadczeniem, że jej przy nim nie ma. Dał radę, bo twardy zawodnik  był z niego, przeżył obóz, ciężką gruźlicę, komunę, wylew, zawał w wieku 80 lat... Zmarł wiosną ubiegłego roku, w listopadzie skończyłby 90 lat. Wreszcie się doczekał. Inni są po prostu bardziej niecierpliwi..."


Pamiętam jak dwa lata temu miałem okazję jechać na etapie w maratonie 750km na 750lecie Gorzowa z Arturem. Pruł nieźle, a ja mimo plucia płuc robiłem wszystko żeby dotrzymać tempa jemu i jego kolegom z Optimus MTB. Byłem taki podekscytowany...

18 sierpień 2007, etap 6, godz. 5.30
6
5:30
Zbigniew Spaltenstein
Andrzej Zawartka
Olympus 4 osoby, Brykner A., Bodnar Z., Adamczyk K.,

O Arturze Bryknerze: gorzow24.pl & film gorzowska.tv

TransCarpatia.
Artur o 750km na 750lecie Gorzowa.
Jak Artur Brykner ścigał się z Tomaszem Gollobem.
Artur i Gollob raz jeszcze tym razem w LOGO.
Jak zjechał na snowboardzie z Elbrusa.
Jak testował mountainboarda.

6 January 2010

O pisaniu słów kilka

Sesja trwa.

Zachwycałem się niesłychanie na wiadomość, że sesja zimowa będzie się składała tylko z trzech esejów... ZERO egzaminów. Zachwyt dawno temu został ostudzony brutalną rzeczywistością.

Trzy eseje, trzy dziedziny, trzy tematy.

Psychologia: "Każdy człowiek jest unikalny" Wybierz po dwóch teoretyków z psychologii indywidualnej i rozwojowej i wytłumacz jak ów teoretycy tłumaczą różnicę między ludźmi. (Freud, Skinner, Bowlby i Ainsworth).

Współczesne ideologie polityczne: Jakie są generalne obszary zainteresowań większości ideologii? Wybierz jedną ideologię polityczną, opisz i skomentuj jej główne wartości i wierzenia zawierając krótki zarys historyczny (Nacjonalizm).

Socjologia: Wybierz dwa tematy socjologiczne które dotyczą współczesnego społeczeństwa i skomentuj je, oraz wyjaśnij jak socjologia może pomóc w profesjonalnej karierze (Globalizacja i konsumpcjonizm).

Pisanie to jest istna udręka, cierpienie piekielne. Każde zdanie, każde zliczone słowo w paragrafie przyprawia mnie o ból głowy. Nie dość że muszę zagłębić się w otchłanie minimum pięciu źródeł na każdy esej, to jeszcze wyłuskać z nich esencję (2500 słów to wcale nie tak dużo) i przelać na worda formalną, poprawną angielszczyzną. Werterowskie cierpienia nie dorastają moim do pięt!

Gustaw Flaubert skarżył się w listach do przyjaciół: „Jestem bardziej wyczerpany, niż gdybym góry przenosił. Chwilami chce mi się płakać. Trzeba woli nadludzkiej, a ja jestem tylko człowiekiem. Przesiedziałem cztery godziny, a nie mogłem skończyć jednego zdania... co za okropna praca! Co za nuda! O sztuko! Sztuko! Czymże jest ta wściekła chimera, która wyżera nam serca i dlaczego? To szaleństwo zadawać sobie tyle bólu”

Gorszą rzeczą od pisania jest tylko... brak natchnienia. Potrafię siedzieć cały dzień, pozmywać naczynia, poodkurzać, posłuchać muzyki, poczytać pierdoły, nawet pójść do pracy na nadgodziny, ale nie pisać. Tragedia, istna tragedia i rozpacz. Tym bardziej, że czasu coraz mniej, a myśli coraz więcej. Nie lepiej miał Flaubert który w chwilach stagnacji twórczej „pozwalał sobie na napady płaczu lub z pasją oddawał się masturbacji. Pisanie napełniało go obrzydzeniem”.

Byle do 19 stycznia.

Pracownia eseisty, w której rodzą się myśli: